Strona główna  /  Muzyka  /  Miles Davis – które płyty są najlepsze? Przegląd twórczości

Złota trąbka spoczywająca na mahoniowym pianinie w nastrojowym wnętrzu klubu jazzowego.

Miles Davis – które płyty są najlepsze? Przegląd twórczości

Muzyka

Nie istnieje jedna najlepsza płyta Milesa Davisa. „Kind of Blue” będzie naturalnym wyborem dla początkujących, „Sketches of Spain” dla osób szukających nastroju i orkiestrowych barw, a „Bitches Brew” dla słuchaczy rocka, funku i awangardy. Jego dyskografia to nie ranking, lecz mapa kolejnych zmian języka jazzu.

Od czego zacząć słuchanie Milesa Davisa?

Miles Davis przez niemal pięć dekad nie powtarzał tego samego pomysłu. Przechodził od cool jazzu i hard bopu przez jazz modalny oraz rozbudowane aranżacje orkiestrowe do elektrycznego fusion, funku i eksperymentów z brzmieniem lat 80. Dlatego wybór płyty najlepiej uzależnić od własnego gustu, a nie od kolejności na subiektywnych listach.

Styl lub era Album Dlaczego warto?
Jazz modalny Kind of Blue Przejrzyste melodie, spokojne tempo i improwizacja oparta na skalach zamiast gęstych zmian akordów.
Jazz orkiestrowy Sketches of Spain Trąbka Davisa spotyka aranżacje Gila Evansa oraz wpływy muzyki hiszpańskiej i flamenco.
Hard bop i akustyczna improwizacja Nefertiti Precyzyjna, lecz ryzykowna gra Drugiego Wielkiego Kwintetu z Waynem Shorterem i Herbiem Hancockiem.
Jazz fusion Bitches Brew Elektryczne pianina, bas, gitary i wielowarstwowy rytm dla słuchaczy wychowanych na rocku.
Jazz elektryczny i funk On the Corner Gęste ostinata i rytmiczna repetycja, które z czasem wpłynęły na hip-hop, techno i post-punk.

Jazz modalny nie polega na prowadzeniu improwizacji przez serię szybko zmieniających się akordów. Muzyk otrzymuje więcej przestrzeni, by rozwijać pomysł melodyczny, barwę i napięcie. Fusion działa inaczej – łączy jazzową swobodę z elektrycznym instrumentarium, mocnym pulsem oraz wpływami rocka i funku. Te różnice tłumaczą, dlaczego osoba zachwycona „So What” nie musi od razu polubić „Bitches Brew”.

Trzy filary twórczości Milesa Davisa

Trzy albumy często służą jako najkrótsza mapa jego artystycznych przemian. Nie tworzą obiektywnego podium, ale pokazują trzy odmienne sposoby myślenia o melodii, aranżacji i rytmie.

  • Kind of Blue (1959) – płyta, która stała się najważniejszym punktem wejścia do jazzu modalnego. Davis ograniczył znaczenie tradycyjnych zmian harmonicznych, zostawiając muzykom przestrzeń na budowanie fraz z kilku skal i motywów. W zespole znaleźli się między innymi John Coltrane, Cannonball Adderley, Bill Evans, Paul Chambers i Jimmy Cobb. Siła albumu wynika z równowagi między prostotą tematów a głębią improwizacji.
  • Sketches of Spain (1960) – projekt nagrany z Gilem Evansem, aranżerem, który potrafił otoczyć trąbkę Davisa bogatą, lecz nieprzytłaczającą orkiestracją. Adaptacja „Concierto de Aranjuez” Joaquína Rodriga oraz inspiracje flamenco tworzą muzykę bardziej dramatyczną niż chłodny cool jazz. Trąbka nie służy tu do popisu technicznego. Brzmi jak głos, który opowiada, żegna się i wraca w kolejnych wariacjach.
  • Bitches Brew (1969, wydana w 1970 roku) – punkt zwrotny elektrycznego jazzu. Davis połączył elektryczne pianina, basy, gitary i kilka warstw perkusji, rezygnując z klasycznej formy standardu. Muzyka rozwija się poprzez groove, montaż i zbiorową improwizację. To nie jest łagodna ewolucja akustycznego jazzu, lecz gwałtowne rozszerzenie jego słownika o rockową energię i psychodeliczną fakturę.

Te płyty pokazują także, jak ważni byli współpracownicy Davisa. Gil Evans współtworzył orkiestrową architekturę kilku albumów, a w sesjach elektrycznych pojawiali się muzycy, którzy później rozwijali fusion we własnych zespołach. Davis nie działał w muzycznej próżni, lecz potrafił nadać pracy całej grupy wyraźny kierunek.

Płyty, które warto poznać poza oczywistymi wyborami

Jeżeli „Kind of Blue” wyda się zbyt dobrze znane, warto przejść do Nefertiti z 1968 roku. Album nagrał Drugi Wielki Kwintet, w którego skład wchodzili Wayne Shorter, Herbie Hancock, Ron Carter i Tony Williams. Davis nie jest tu jedynym centrum wydarzeń. Kompozycje Shortera i Hancocka tworzą ramy, które zespół nieustannie przesuwa, zmieniając akcenty i relacje między tematem a improwizacją.

Utwór tytułowy działa na zasadzie odwrócenia typowej jazzowej hierarchii. Dęte instrumenty powtarzają temat, podczas gdy sekcja rytmiczna rozwija coraz bardziej ruchliwy komentarz. Zamiast tradycyjnego schematu temat–solówka–temat otrzymujemy kompozycję, w której zmienia się funkcja poszczególnych muzyków. To dobry wybór dla osób, które chcą usłyszeć, jak akustyczny kwintet zbliżał się do późniejszych eksperymentów bez użycia elektroniki.

Innym ważnym albumem przejściowym jest In a Silent Way z 1969 roku. Jego spokojniejsza, przestrzenna forma stanowi pomost między akustycznym okresem Davisa a intensywnością Bitches Brew. Zamiast gwałtownego rytmu dostajemy długie odcinki rozwijane przez klawisze, gitarę i subtelnie przetwarzane warstwy zespołu. To propozycja dla słuchacza, który chce wejść w fusion, ale nie zaczynać od najbardziej gęstego materiału.

W podobny sposób działa Ascenseur pour l’échafaud (1958), ścieżka dźwiękowa do filmu Louisa Malle’a. Davis improwizował do fragmentów filmu z udziałem francuskich muzyków. Rezultat jest oszczędny, nocny i mocno związany z atmosferą kina noir. Nie trzeba znać całej historii jazzu, by docenić jego rytm oraz wyjątkową relację między obrazem a trąbką.

Fusion i elektryczny Miles – dlaczego te płyty dzielą słuchaczy?

W latach 70. Davis odszedł od formuły małego akustycznego zespołu. Zainteresował się rockiem Jimiego Hendriksa, funkiem, efektami elektronicznymi i rytmem opartym na repetycji. On the Corner oraz koncertowy Dark Magus należą do nagrań, które przy pierwszym kontakcie mogą wydawać się chaotyczne. Ich konstrukcja nie opiera się na łatwo rozpoznawalnych tematach i kolejnych solówkach. Ważniejsze są faktura, puls, napięcie między gitarami i sposób, w jaki zespół tworzy masywne brzmienie.

Niechęć części krytyków wynikała z tego, że oceniali elektryczne albumy według zasad akustycznego jazzu. Późniejsi słuchacze, wychowani na muzyce elektronicznej, hip-hopie, techno i post-punku, usłyszeli w nich nie porażkę tradycji, lecz nowy sposób organizowania dźwięku.

Dark Magus, nagrany podczas koncertu w 1974 roku i wydany później, pokazuje cięższą stronę tego okresu. Trzy gitary, rozbudowana sekcja rytmiczna i swobodna improwizacja zbliżają album do rockowej awangardy. Jeśli szukasz najbardziej radykalnego punktu wejścia, możesz sięgnąć także po Aghartę lub Pangaeę, nagrania koncertowe zarejestrowane w Osace w 1975 roku.

Lata 80. przyniosły kolejny zwrot. Na Tutu (1986) głównym architektem brzmienia był Marcus Miller, basista, producent i aranżer. Syntezatory, automaty perkusyjne, sekwencery oraz funkowy puls sprawiają, że album mocno należy do swojej epoki. Jedni odbierali go jako zbyt popowy, inni jako dowód, że Davis nadal potrafił reagować na nowe technologie bez udawania, że żyje w poprzedniej dekadzie.

Wybór między tymi płytami zależy więc od oczekiwań:

  • Jeśli chcesz spokojnego, melodyjnego wejścia do jazzu, zacznij od Kind of Blue.
  • Jeśli interesują cię orkiestra, klasyka i śródziemnomorski nastrój, wybierz Sketches of Spain.
  • Jeśli lubisz swobodną improwizację małego zespołu, sięgnij po Nefertiti lub Miles in Berlin.
  • Jeśli słuchasz rocka, funku albo elektroniki, sprawdź In a Silent Way, Bitches Brew i On the Corner.
  • Jeśli ciekawi cię brzmienie syntezatorów i czarna muzyka popularna lat 80., wybierz Tutu.

Najlepsze płyty Milesa Davisa nie tworzą zamkniętej listy. Wybierz jeden album odpowiadający twojemu nastrojowi, a potem przejdź do nagrania, które pokazuje jego dalszą przemianę. Tak łatwiej usłyszeć, że jego dyskografia była ciągłym poszukiwaniem, a nie zbiorem powtórzonych sukcesów.

Redakcja PlanetaFM

Muzyka towarzyszy nam od zawsze – w słuchawkach, w radiu i pod sceną. W planetafm.pl piszemy o artystach, koncertach i podcastach, a także doradzamy w wyborze sprzętu audio. Dzielimy się muzyczną pasją i pomagamy odkrywać nowe dźwięki.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?